Warning: file_get_contents(http://hydra17.nazwa.pl/linker/paczki/morum.w-talerz.ostrowwlkp.pl.txt): failed to open stream: HTTP request failed! HTTP/1.1 404 Not Found in /home/server455784/ftp/paka.php on line 5
apkę, szuka drogi

– Obawiasz się, że wsadzi cię do czubków? – Montoya uniósł brwi.

apkę, szuka drogi

– Corrine. Pracowaliśmy razem. I spotykaliśmy się. Jezu, sypialiśmy ze sobą i... kochał
zwabi ją do klatki i spróbuje albo wykraść jej klucz, albo pokonać ją w walce.
słów, błagała Boga o litość.
widniejącym na kopercie ze zdjęciami.
próbowała zapanować nad emocjami. Nigdy więcej - poprzysięgła sobie. Cokolwiek to było, nigdy już nie wypije więcej niż jeden łyk... ale co to było? Zamrugała oczami. Próbowała sobie przypomnieć. Ale pojawiały się jedynie kruche i wyszczerbione obrazy z koszmarnego snu. - Jezu - wyszeptała. Znów film jej się urwał, kolejna luka w życiorysie. Nawet nie pamięta, jak dostała się do domu. W podświadomości czaiło się przeczucie, że stało się coś bardzo, bardzo złego. Nie potrafiła tego nazwać, ale było na tyle silne, że przeszły ją ciarki. Miałaś zły sen. To wszystko. Otrząśnij się. Wzięła kolejny głęboki wdech. Jesteś w swoim łóżku. W domu. Bezpieczna. Głowa pulsowała ostrym bólem. Gardło też bolało, a włosy śmierdziały dymem po zbyt wielu godzinach spędzonych w barze. O Boże, naprawdę wczoraj przesadziła. Wzdrygnęła się, gdy pierwsze promienie poranka zajrzały przez otwarte okno. Pachnący jaśminem delikatny wiatr niósł odgłos deszczu bulgoczącego w rynnach. Drzwi balkonowe były nieco uchylone; firanki, pokryte smugami, cieniami i plamami, falowały lekko. Dlaczego balkon jest otwarty? Czyżby otworzyła go wczoraj, zanim poszła do łóżka? Koszmarne obrazy atakowały jej świadomość, mieszając się z niewyraźnymi wspomnieniami poprzedniej nocy. Wypiła kilka drinków w barze... gdzieś na nadbrzeżu. A może to też fragment chaotycznego snu? Chyba grał jakiś zespół, pamiętała tłum ludzi i wiszącą w powietrzu chmurę starego dymu papierosowego. Wypiła trochę za dużo, cóż, dużo za dużo, ale udało jej się jakoś dotrzeć do domu. Jak? W tym miejscu miała w pamięci lukę. Pulsowanie za okiem jeszcze się wzmogło. Nawet parę opakowań apapu nie byłoby w stanie ukoić tego bólu. Spojrzała na zegar. Czerwone świecące cyfry wskazywały dwunastą. Pomoc? Południe? Niemożliwe. Ptaki dopiero zaczynały śpiewać. Musiało być wcześnie. Piąta lub szósta. Paskudna pora na pobudkę. Na pewno była przerwa w dostawie prądu, dlatego zegar się późni. Obudził ją ten sen, poszarpane, chaotyczne obrazy. Czuła nieprzyjemny posmak. Usta wyschnięte na wiór, w brzuchu ssąca pustka. Wytarła ręką spocone czoło, odgarnęła wilgotne włosy i wyczuła coś twardego. Miała brudne palce albo... albo... Co to był, do diabła, za zapach? Przez chwilę myślała, że zwymiotowała, ale zapach był raczej metaliczny niż kwaśny i... i... o mój Boże... Spojrzała na rękę i zobaczyła ślady na przedramieniu. Ciemnoczerwone, wypukłe i stwardniałe, rozchodzące się od nacięć na nadgarstkach. Co jest?! Gwałtownie mrugając oczami, przesunęła się ku wezgłowiu łóżka i wsparła na poduszce. W panice odnalazła kontakt. Włączyła światło i zobaczyła krew. Rozlaną na prześcieradłach. Rozpryskaną na zagłówku. Rozsmarowaną na firankach. Rozmazaną po ścianach. Wszędzie krew. - Nie... o Boże, nie! - Caitlyn wyskoczyła z łóżka, nogi zaplątały jej się w koszulę nocną i runęła twarzą na morelowy dywan, również poplamiony.
pułapka na turystów. Olivia lubiła poznawać nowych ludzi i dobrze jej się pracowało z
– Montoya będzie mnie ubezpieczał i zajmie się tobą.
krzesła i jadowicie zieloną kanapę, marmurowy kominek i ścianę wyłożoną lustrami, które
Na dole schodów pociągnęła O1ivię jeszcze kawałek i pchnęła na podłogę. Przez gruby
Ogień! Tylne siedzenie staje w ogniu, po chwili płonie cały samochód.
- Robimy, co w naszej mocy. - To nie wystarcza. Nie widzi pan? Macie coraz mniej czasu. Ten, kto to robi, zwiększył właśnie tempo. Lepiej wynajmiemy prywatnych detektywów. - Amando, uspokój się - rozkazał Troy. Siedział zgarbiony w rogu kanapy, splecione dłonie zwiesił między kolanami. Twarz miał zbolałą. Wyglądał jakby nie spał od wielu dni. - Nie mów mi, co mam robić. Ktoś zabił naszą matkę. I myślę, że prywatny detektyw to dobry pomysł. Najwyraźniej szaleje tu jakiś psychopata i wykańcza nas po kolei. Z jakiegoś powodu uwziął się na Montgomerych. Nikt z nas nie jest bezpieczny. Najmłodsza, Hannah, pociągała głośno nosem i ocierała łzy chusteczką. Patrzyła na Reeda jak na wroga. Caitlyn wyraźnie zesztywniała na jego widok. Oczy miała zupełnie suche. - Będą mi potrzebne państwa zeznania. - Świetnie. Myśli pan, że jedno z nas to zrobiło? - Amanda spojrzała na zegarek. - Mam dużo do zrobienia, wie pan, trzeba powiadomić kilka osób, zająć się pogrzebem... - Urwała, na chwilę wypadła z roli kobiety twardej jak skała. - Chciałabym, żeby Ian był w domu. - Proszę nas zrozumieć. Wiem, że przeżywają państwo trudne chwile, ale my musimy wykonywać swoje obowiązki. Próbujemy się dowiedzieć, co się dzieje - tłumaczył, z trudem tłumiąc irytację. Nie tylko oni mieli już tego dość. On też chciał jak najszybciej zakończyć sprawę. - Zacznijmy od pani - zwrócił się do Caitlyn. Sięgnął po dyktafon, a Morrisette otworzyła notatnik. Zanotują zeznania i spróbują zawęzić krąg podejrzanych. - Gdzie pani była zeszłej nocy około trzeciej? W pewnym sensie przykro mi z powodu matki, ale nie przyjdę na pogrzeb, więc proszę, nie próbuj mnie namawiać. Zadzwoniłabym, ale wiedziałam, że będziesz mi prawić mo-rały. Krótki e-mail od Kelly czekał na Caitlyn, gdy wróciła ze szpitala. Rozmowa z policją wyczerpała ją, traktowali ją jak podejrzaną. Potem przebijała się przez miasto w popołudniowym tłoku; zdarzył się jakiś wypadek i korki były większe niż zazwyczaj. Otworzyła dach, włączyła klimatyzację, ale mimo to wciąż rozpływała się z gorąca. A teraz, po powrocie do domu, czekało na nią jeszcze to. Świetnie. To tyle na temat poprawy stosunków w rodzinie. Matka nie żyła. Odeszła na zawsze. Czy Kelly tego nie rozumiała? W obliczu śmierci wszystko inne traciło znaczenie. Matka umarła. Caitlyn zamrugała, powstrzymując łzy. Serce jej się ścisnęło. Poradziła sobie podczas tego cholernego przesłuchania, nie załamała się, opanowała emocje, ale wracając do domu, zaczęła tracić kontrolę. Nigdy nie była ulubienicą matki, ale zachowała wiele dobrych wspomnień. Szczęśliwe lata dzieciństwa kojarzyły się właśnie z matką. Ale trzeba żyć dalej. Nie wolno poddać się rozpaczy. Nigdy nie była z matką bardzo blisko, a jednak czuła, że doznała ogromnej straty. Poszłaby pobiegać. Gdyby tylko dało się uniknąć mediów. Przeszedł ją dreszcz, gdy przypomniała sobie, jak zlecieli się do szpitala. Krwiopijcy. Najpierw policja, a potem dziennikarze. Czasami przychodziło jej do głowy, że powinna opowiedzieć detektywowi Reedowi o tej nocy, kiedy zginął Josh, powiedzieć mu o tym, jak obudziła się w zakrwawionej sypialni. I niech się dzieje co chce. Oszalałaś? Niemal usłyszała głos Kelly.
– Idiotka! – zaklęła pod nosem i poszła do łazienki. W lustrze nad umywalką zobaczyła
Niech Bóg go ma w swojej opiece, jeśli zginęła. Spojrzał na Hayesa.
zjawił się na posterunku. – Wszystkie, które z tobą rozmawiały, kończą martwe.

nie będzie za nią kierował jej życiem, nawet Rick-Su-perglina-Bentz. Więc spotkała się z

Bo nadal ma własne życie.
Powinna była mu powiedzieć.
Jennifer albo jej ducha.
– Może.
– Cholera.
65
Czas podkręcić sytuację.
– Nie miałem przy sobie. Została w samochodzie. Ale komórka mi zdechła.
48
Przeciągam się, ścieram parę z lustra, patrzę na swoje odbicie. Poruszam głową w takt
Bentz opowiedział o telefonie z budki.
– Bliźniaczki Caldwell.
że to taki kawał.
temu w Hollywood działała też Phyllis Terrapin. Wyjechała do Tucson, wyszła za mąż i już
Porywaczka walczyła, miotała się, szarpała.

©2019 morum.w-talerz.ostrowwlkp.pl - Split Template by One Page Love